
Ostatnio premierę w Polsce miało dzieło “Lesbian Space Princess”, dość niszowa animacja wyreżyserowana przez Emmę Hough Hobbs i Leelę Varghese. Premiera chyba nie odbyła się dużym echem — sprawdzając dyskusję w Polsce natknąłem na kilka artykułów o “skandalicznej animacji”, jest to dosyć ciekawe jak ludzie na prawo od centrum stale odkrywają, że kategoria lgbt istnieje, a jako, że istnieje jest też kapitalizowana.
“Bogactwo społeczne w systemie kapitalistycznym jawi się jako wielkie zbiorowisko towarów” — tak zaczyna się Kapitał — tożsamość również spełnia się w roli towaru, więc i powstają też takie dzieła. Dzieło ma za zadanie spełnić jakąś potrzebę, za którą ludzie zapłacą. Oczywiście ktoś tu może powiedzieć, że animacja nie była tworzona przez większe studio, nie kierowała się motywem zysku, więc to co mówię może być obrazobórcze — ale na to mogę odpwiedzieć, że niezależnie od intencji dzieło w kapitalizmie musi na siebie zarobić. Za coś trzeba zapłacić pracownikom, starać się rozpromować dzieło, być może zacząć tworzyć kolejny projekt na kolejny festiwal itd. Motyw zysku siłą rzeczy się pojawia bo on dotyczy twojego “być albo nie być” na rynku. Za coś trzeba żyć, za coś trzeba rozwijać kolejne projekty, konkurować również z innymi projektami przez chociażby promocję (bo ludzie też mają ograniczony zasób ile dzieł obejrzą). Jest to narzucone w ten system i nie zależy od dobrych, czy złych intencji danej osoby.
Aby to pokazać tę dynamikę przymusu ekonomicznego lubię stosować taki przykład: jako szef przedsiębiorstwa musimy zwolnić pracownika jeśli to się będzie nam opłacało (np. mamy nowsze maszyny z mniejszą potrzebą pracowników albo zapotrzebowanie na nasz produkt jest mniejsze), chociażby ten pracownik potrzebował tej pracy. Nie możemy sobie pozwolić na litość — np. nawet na czekanie aż pracownik znajdzie inną pracę — konkurencja nie śpi i przegoni nas inwestując swoje zyski na potrzeby swojego przedsiębiorstwa. A my będziemy stratni i ostatecznie mając mniejsze zyski gorzej przetrwamy kryzysy, gorzej będziemy rozwijać firmę zostając wyrzuconymi z rynku. A więc przymus ekonomiczny istnieje i nie ma od niego ratunku w obrębie systemu.
W takich dziełach nie ma też żadnego spisku marksistów kulturowych, tak jak w filmy chrześcijańskie nie są spiskiem Watykanu — w obu przypadkach jest grupa ludzi, którzy mają jakąś potrzebę i dzieła te tę potrzebę spełniają. Potrzebę poczucia walidacji, przemyślenia, przeżycia i wielu innych. Towar (a takim musi być dzieło artystyczne w systemie kapitalistycznym) musi mieć tę wartość użytkową spełniającą jakąś potrzebę (oraz oczywiście wartość wymienną)
I też nie chcę tu być źle zrozumiany, nie ma nic złego w oglądaniu takich treści. Daję po prostu odpowiedź czemu takowe istnieją.
Fabuła filmu jest dosyć prosta — mamy postać, która nie wierzy w siebie, uzależnia swoje poczucie wartości od innej osoby. Przesłaniem jest aby tego nie robić, aby pokochać siebie niezależnie od innych. Przesłanie pojawia się wielokrotnie w kulturze ale mimo tego nie uważam aby było jakoś źle przedstawione.
Film ma wszystkie cechy kojarzone z “animacją dla dorosłych” — fiksacja na punkcie genitaliów, seksu.
Jednocześnie film jest w widoczny sposób kręcony dla środowisk progresywnych — wszystko w tym filmie jest przedstawione w sposób oczywisty, bez niuansów. Np. “White Straight Maliens” będący uosobieniem manosfery — redpilli, inceli, którzy wprost mówią o tym, że kobiety dzisiaj rządzą światą, a oni są pomijani.
Przejdziemy przez niektóre wątki z filmu:
Podczas wyprawy napotyka zielonowłose Willow i tutaj pojawia się wątek alienacji w pracy — niestety poprowadzony w sposób drobnomieszczański, a nie marksistowski. Willow należało do zespołu w którym tańczyło i śpiewało piosenki grane przez innych. Czuło się w ten sposób tłamszone, nie mogło pokazać światu co nu w duszy gra. Z tego powodu uciekło i zaczęło tworzyć własne piosenki.
Tak, jest w przestrzeniach na lewo od centrum pewna romantyzacja drobnomieszczan, żyjących na swoim, niemających szefa. Niestety problem jest w istocie systemowy i zostanie drobnomieszczaniszczem go nie rozwiąże: jeśli nawet nam się uda, na nasze miejsce znajdzie się kolejna wyalienowana pracowniczka — bo pozycja ta istnieje z pewnego powodu koncentracji kapitału, która również pozwala tworzyć więcej produktów itd. nie ma miejsca aby każdy był drobnomieszczaninem…

Niestety film ma pewne decyzje, które trudno uzasadnić. Pojawia się postać draq quuen Blade, która mieszka w “strefie normickiej”, co już w jakiś sposób oddziela ją od tej sfery bezpiecznej “gejowej”. Jednak to nie jest najbardziej problematyczne. Postać ta manipuluje główną bohaterką Sairą — najpierw pomaga jej uwolnić się od blokad emocjonalnych by wezwała Labrys — dwustronną siekierę będącą symbolem ruchu lesbijskiego i feministycznego.

Wzywając labrys okazuje się, że Blade chciała go ukraść wieszając jako trofeum na ścianie. Następnie planuje zabić główną bohaterkę Sairę. Można to odczytać bardzo dziwnie: postać będąca AMAB, która w jakiś sposób swoimi działaniami nawiązuje do kobiecości, kradnie symbol związany z kobiecością, a następnie planuje zabić bohaterkę. Wygląda to dosyć niepokojąco i daje skojarzenia z ruchem “trans-exclusionary radical feminism”, który przedstawia transkobiety jako osoby, które kradną kobiecość od ciskobiet i stanowią dla nich zagrożenie, przeszkodę.
Film nie jest w pełni terfski bo posiada osobę niebinarną Willow, pojawiają się tęczowe flagi rozszerzone o transpłciowość (progresywna flaga) ale mimo to wygląda to niezbyt dobrze.
Tak samo mocne skojarzenie kobiecości i męskość z genitaliami. Gdy Saira leci do “White straight maliens” to ich przestrzeń chroni gigantyczny robo-penis, a w środku okazuje się, że jest kontrolowany przez antropomorficzny penis. Jest to śliskie bo problemem nie jest ten narząd, a raczej sposób socjalizacji mężczyzn, który prowadzi do ich chęci władzy nad kobietami — czego ucieleśnieniem jest chociażby redpill, blackpill i w formie mniej jawnej różne ruchy konserwatywne mówiące o “czystości”, powołaniu kobiety, co zasłania relację męskiej władzy.
“White straight maliens” są przedstawiani bardzo prosto — jako mężczyźni, którzy zarzucają kobietom ich ucisk poprzez bycie na wyżynach społeczeństwa z których mieli zostać zteronizowani. Nawiązanie do nich jest proste, film wie do jakiej audiencji trafia. Jednocześnie ciężko o nich coś więcej opisać, żarty są proste i dla kogoś zaznajomionego z ruchami feministycznymi — dość oczywiste. I ma się poczucie, że głębiej nie mają na celu nic przedstawić — po prostu są.
I może w ten sposób można omówić całą strukturę filmu, w ostateczności po prostu jest. Dla osób zorientowanych progresywnie został stworzony jako okazja do povibowania, dla osób zorientowanych konserwatywnie jako okazja do frustracji, że lgbt jest promowane (mimo, że w zasadzie większość filmów w ten czy w inny sposób promuje hedonistyczny styl życia, który jest sprzeczny z konserwatywnymi wartościami ale obrywa się tylko filmom przedstawiającym mniejszości).
Jest (albo miał być patrząc na inne problemy) liberalno-lewicowym safe spacem, nie skupionym na tym aby opisać jakieś problemy, nie bawiącym się w metafory, nie idącym głębiej. A bardziej okazją do memowania, zabawy.
Przedstawienie “white straight maliens” może być śmieszne ale jednocześnie w żaden sposób nie tłumaczy ich zachowań. Co może powodować, że politykę prowadzimy w sposób plemienny wskazując wroga, a nie cel zniesienia ucisku. Bo ostatecznie celem lewicy nie jest zniszczenie kogokolwiek, wskazywanie jakiejś grupy jako złej, a jest nią emancypacja z systemowych form opresji.
Oczywiście mówiąc o problemie plemienności nie chce tutaj usprawiedliwiać zachowań, które są związane z dominacją męskości nad kobiecością. Należy na nie wskazywać, mówić czemu są problematyczne, mówić w jaki sposób także i mężczyźni są przez nie krzywdzeni — i tak zapędzenie się w tym także nie jest rozwiązaniem — mężczyzna, który robi np. coś tylko ze względu na swoich “męskich” kolegów, a nie z wewnętrznych pobudek również reprodukuje i podtrzymuje patriarchat. Tak samo nie można powiedzieć, że mężczyzna i kobieta są w taki sam sposób opresjonowani przez patriachat bo to męskość jest u władzy i kojarzona z dominacją. Krzywda mężczyzn jest często związana z brakiem uczestniczenia w relacji dominacji i próbą udawanej męskiej emancypacji jest jej przywrócenie, co jest sprzeczne z wartościami feministycznymi. Ale są to już rozważania na inny wpis.
“Mówiąc dokładniej, socjalizm jako taki nie jest naszym celem; naszym celem jest zniesienie wszelkiego rodzaju wyzysku i ucisku, niezależnie od tego, czy są one skierowane przeciwko klasie, partii, płci czy rasie” — K. Kautsky “Dyktatura proletariatu” 1918 (tłumaczenie własne z j. angielskiego https://www.marxists.org/archive/kautsky/1918/dictprole)
W trzeba pamiętać, że kapitaliści są jeszcze na gorszej pozycji niż proletariat jeśli chodzi o świadomość systemu. Są popędzani przez przymusowe prawo konkurencji, utrzymanie się na rynku, muszą działać wedle jego zasad, są wyalienowani poprzez swoje zachowania. Zadaniem proletariatu w tym sensie jest uwolnienie ich od ich własnej ułudy — oczywiście nie może to się dziać tylko na warstwie idei, a musi iść za tym całościowa zmiana struktury społecznej. I takiej zmiany pozostaje mi nam i przyszłym pokoleniom wszystkim życzyć.
sljv
Komentarze
Prześlij komentarz