Hazbin Hotel s2 poważna analiza

 

Niffty śpiewająca piosenkę 

Hazbin Hotel sezon 2 porusza znów ważne pytanie nurtujące lewicę od dobry dwóch stuleci - reforma, czy rewolucja? Niestety autorka Vivziepop pokazuje, że reformizm jest właściwym działaniem.

Aby pokazać reakcyjność tego serialu musimy zacząć od początku - jest piekło w którym są źli ludzie za złe uczynki na Ziemi i jest niebo w którym są dobzi ludzie za dobre uczynki na Ziemi. Jednak dobro-zło się mieszają i ostatecznie w Niebie żyją tacy sami ludzie jak w Piekle - przywiązani do zachwytów w sferze zmysłowo-tożsamościowej (pokrótce zachwyt nad danymi stymulacjami zmysłowymi, duma z powodu bycia kimś), przez bycie przywiązanym do tej sfery lecą do piekła gdzie zabijają sobie ludzi for fun ugruntowując to na punkcie przeludnienia. Jest to często spotykane wśród puthujjanów ["zwykły niepouczony człowiek" - osoba nieoświecona w buddyzmie] - robię coś, co wiem, że jest złe ale tłumaczę sobie tą jakąś koniecznością, jakimś innym ważnym celem, który okazuje się prostą racjonalizacją. Przykładowo tak mówię nieprawdziwą historię o kimś ale to celem rozbawienia moich kolegów - rozbawienie i poczucie bycia tym fajnym gościem z fajnymi historiami przekładam nad prawdę i opinię tego o kim opowiadam. Przykładów tego typu działań można mnożyć.

Oczywiście nie jest to dobre przedstawienie Piekła i Nieba. Niebo to zatracenie samego siebie na rzecz Boga. Jezus modląc się "Nie moja wola lecz twoja niech się stanie" wskazywał czym jest rozwój duchowy w chrześcijaństwie. Słowa Pawła z Tarsu "teraz już nie ja żyję lecz żyje we mnie Chrystus" wskazują na to zatracenie swojej dawnej tożsamości, tożsamości zrodzonej z zachwytu w domenie cielesnej i duszy, na rzecz ducha, cząstki Boga, która w nas mieszka. Zatracenie siebie to życie w pełni zgodne z wolą Bożą, to podporządkowanie ciała i duszy duchowi. Nie chodzi o bycie dobrym chrześcijaninem - bo to też może stać się zradzaniem dumy - historia faryzeusza, który zachwyca się nad sobą, że nie jest jak ten celnik wskazuje na kogoś kto wykorzystuje tożsamość religijną w celach wywrotowych (światowych) - i jest to potępione.

W każdym wypadku istoty w Niebie nie mogą zachowywać się tak jak się zachowują. Ich tożsamość skupiona w sferze stworzenia obumarła, został tylko Stwórca, puste naczynie gotowe "nie umrzeć lecz żyć". 

W każdym wypadku nakazuje to nam inaczej odczytać metaforę nieba i piekła w serialu - niebo jako uprzywilejowanych ludzi i piekło jako tych gorszych. Niebo - jako kapitał, piekło - jako proletariat. Niebo jako istoty, które się wywyższają i czują się lepsze, piekło jako przegrywy.

Stąd pytanie - co robić w tak słabym stanie?

Tu pojawia się Charlie z swoim pomysłem na Hotel aby "dobzi panowie" z góry się zgodzili potraktować nas dobrze, spojrzeć na nas miło bo na pewno mogą. I przez cały pierwszy sezon nie spoglądają dobrze - pod koniec jednak dowiadujemy się, że anioły da się zabić, że ich wyższa pozycja jest do złamania. Charlie dalej jak Bernstein chce połączyć się z kapitałem/niebem mocą przyjaźni, jednak Vox - jeden z potężniejszych w piekle wybiera rewolucję.

Co ironiczne Charlie sama próbuje swoich reformistycznych zagrywek u Voxa, Vox słynie z posiadania telewizji w której ośmiesza Charlie i jej hotel - Charlie postanawia tam występować i przedstawiać hotel w dobrym świetle - wiążę się to z manipulacjami, które sprawiają, że hotel jest obśmiewany, traci na reputacji. 

Vox wykorzystuje swoją władzę i ani śni myśleć o prawdzie, Charlie wchodzi idealnie w jego grę i to on wygrywa o rząd dusz budując rewoltę przeciwko niebu. Rewoltę, która miała duże szanse powodzenia - ale Charlie i reszta używając siły przyjaźni - przez chwilę czułem się jakbym oglądał my little pony - postacie razem użyły mocy  aby powstrzymać wystrzelenie rakiety. I ta moc chyba dosłownie musiała być siłą przyjaźni. Ostatecznie powstrzymują go przed wystrzeleniem rakiety - co pokazuje, że wszyscy (rządzący i rządzeni) powinni się złapać za rękę i będzie miło dla wszystkich.

Zapanował pokój - jednak czy faktycznie coś się zmieniło? Czy życie w piekle stało się lepsze? Nadal można zginąć, nadal życie jest na dnie. Jedynie niebo dało się przekonać do planu Charlie aby edukować grzeszników by mogli wejść do nieba.

Jednak zejdźmy na ziemię - w rzeczywistości rządzący nie ustąpią - kapitał nie odda władzy po dobroci. Dzisiejszy świat z prawami człowieka, równością formalną został zbudowany na Wielkiej Rewolucji Francuskiej - jest tego świadoma pani posłanka Anna Maria Żukowska - prawdopodobnie najbardziej samoświadoma postać lewicy parlamentarnej. 

Komuna Paryska nie przetrwałaby dnia bez użycia siły. Kapitał kieruje się zyskiem - kiedy ruch oddolny poprosi to on najwyżej rzuci jakieś resztki proletariuszom aby się nie buntowali, które zabierze gdy przyjdzie czas, że uzna to dla siebie jako korzystne w obrębie logiki nakierowanej na zysk. I jak Vox wykorzysta swoje wszystkie siły medialne by ośmieszyć ruchy emancypacyjne.

Sam Vox jest przedstawiony skrajnie egoistycznie - jego rewolucja jest czysto populistyczna, a jego celem jako polityka jest wejść w te nastroje i na nich coś ugrać dla siebie. Pokazuje to jak o rewolucji myśli dzisiejszy świat - źli ludzie manipulują biednymi i wykorzystują ich na swoją korzyść. Ale są dobzi reformiści, którzy w obrębie systemu pomagają dobrym biednym nie raniąc tych na górze. 

Marzenia w Hazbinie są marzeniami dla typowej lewicy opartej na inkluzywności, pogubionej przez odejście od klasy. Walka o emancypację jest już niczym więcej jak tylko walką o prawa dla osób quuer, osób czarnoskórych. Wieczne poprawienie stanu, marzenia o degrowth bez ukonkretnienia jaki jest problem z obecnym systemem - system oparty na zysku, system, który promuje najbardziej zyskowne firmy kosztem planety, kosztym ludzi. Możemy bazować porównywać więzienia ze szkołą ale musi nam przyświecać hasło z rewolucji kulturalnej w Chinach: "nigdy nie zapominaj o walce klas" - jak to wszystko łączy się z produkcją i reprodukcją społeczną? Kto na tym korzysta? W jaki sposób ludzie spełniają swoje potrzeby i kto posiada środki umożliwiające ich spełnienie? 

Hazbin Hotel przedstawia stan dzisiejszej lewicy: mizerny, bez pomysłu na siebie, proszący dobrego władcę - kapitał o zlitowanie. 

I naprawdę ciężko powiedzieć jak zmienić ten stan. Budować partię awangardową?

Partie awangardowe poniosły klęskę - niezalegalizowane po dojściu do władzy stawały się nową elitą swój ścisły hierarchizm i miłość do swojej organizacji przekładały na hierarchię społeczną w której to oni byli już na górze - tworzyli idealny zmonopolizowany kapitał - partie zalegalizowane stawały się zależne od systemu stając się jego częścią - bo te grupy widziały w nim swój interes, jeśli zostaliby zdelegalizowani straciliby swoje utrzymanie, osłabły, a nie mogą osłabnąć bo są najważniejsze i przewodzą rewolucji, nie rewolucji teraz ale przyszłej bo teraz zbierają głosy. Dla partii w demokracji liberalnych najważniejsze jest wchodzić w nastroje społeczne aby się utrzymać i sprzedawać wizję - niekoniecznie ją spełniać - i to robiły partie komunistyczne. 

Bardziej oddolne i niezorganizowane w ramach centralizmu demokratycznego ruchy kontrkulturowe często ulegały komercjalizacji i ich siła buntu zanikała. A w dzisiejszym społeczeństwie spektaklu w którym dominują obrazy ciężko powiedzieć kiedy przejawianie buntu jest rzeczywistym buntem, a ile kupowaniem poczucia, że bunt jest cool.

Zresztą fani partii awangardowych jak wyobrażają sobie swój sukces? Pójdą do robotników, którzy nie chcą ich słuchać? Tu  już pojawia się podstawowy problem - stawiania się wyżej, nie są częścią klasy robotniczej, tylko do niej miło idą nagadać im, że muszą zaufać ich organizacji. 

Sama lewica antykapitalistyczna staje się produktem z masą profili memowych, analitycznych bez przekuwania w jakieś działanie. Umieramy wśród memów "eat the rich", a kapitał pomnaża swe zyski. 

Wspomniana wyżej Anna Maria Żukowska powiedziała niegdyś, że lewica nie kieruje przekazu dla robotników bo nie ma tożsamości robotnika. I znów trzeba jej przyznać bystrość za którą jest nienawidzona - nie ma kulturowej tożsamości robotnika. Niegdyś były robotnicze organizacje, spotkania, teatry - i to w nich działały ruchy socjalistyczne. Wraz z okresem neoliberalizmu tożsamość stała się konsumencka - konsument zastąpił kulturowo robotnika - same prace stały się mniej trwałe i zmienne nieumożliwiające na zbudowanie jakiejś trwalszej tożsamości. Człowieka bardziej definiują preferencje i to uważa za "moje", a nie to jaką rolę pełni w bazie ekonomicznej.

Co w takich warunkach powinna robić lewica antykapitalistyczna? Żeby nie wyglądać na larperów "starych dobrych czasów" kierując swój przekaz tylko w bańce ani nie komercjalizować buntu grając w grę kapitału. Pada wiele odpowiedzi: budować oddolne struktury samopomocowe, rozbudzać nastroje klasowe, budową demokratycznych mediów. Ale ile osób jest w stanie naprawdę wyjść z objęć kapitału? Czy jesteśmy jeszcze potrzebni jako lewica? Czy ideał aktywnego producenta w pracy i biernego konsumenta da się jakoś porzucić jeśli głosimy swoje tezy w ramach "biernego konsumenta"? Czy jesteśmy czymś więcej niż pieśnią przeszłości, konsumentami idei "dziadków z brodami", a potem grzecznie poprzemy reformistów w wyborach? Jak mamy wyjść poza swoją bańkę? Czy odpowiadamy na jakiekolwiek potrzeby społeczne? 

-sljv

Komentarze