Podczas wspólnej konferencji burmistrza elekta Nowego Jorku Zohran mamdaniego i Donalda Trumpa padło pytanie od dziennikarki czy Zohran podtrzymuje to, że Trump jest faszystą, co było szerszą opinią głoszoną w kampanii wyborczej przez działaczy Partii Demokratycznej. Zohran zaczął się tłumaczyć, ale Trump postanowił mu przerwać mówiąc "That’s ok, you can just say it."[1]
Nagranie z tego krótkiego zdarzenia obiegło Internet ale mówi wiele o obecnym dyskursie społecznym. Politycy nagrzewają emocje - ci nazywają swoich przeciwników faszystami, a tamci komunistami - jednak wiedzą, że nie jest to mówione "na serio" - celem jest odegranie spektaklu dla widzów - a po spektaklu następnie masz w podzięce dać głos na karcie wyborczej dla aktorów, którzy Cię najbardziej urzekli.
Karl Kautsky w książce Dyktatura Proletariatu[2] powiedział, że demokratyzacja rozwija proletariat ale istnieje ryzyko bycia zajętym zbyt błahymi sprawami[3]. Dzisiejsze oblicze demokracji liberalnej wraz z obecnym przemysłem medialnym jest do bólu pełne spraw błahych - media nastawiane na zysk celują w pobudzanie emocji, nastroi, a nie rozwiązywanie problemów, czy wyrażanie jakichś społecznych potrzeb. Wystarczy powiedzieć ile się mówi o tzw. "wojnie kulturowej", która w praktyce dotyka reprezentacji osób quuerowych, czarnoskórych i prezentacji postaci kobiecych w przemyśle kulturalnym. Problem w tym, że nie jest to żadna wojna w najważniejszych wartościach - obie strony barykady mają nadrzędną wartość tą samą - hedonistyczna przyjemność z konsumpcji. Prawica - a może bardziej prawo-skrętni liberałowie skupiają się na obecności gejów w mediach ale sami nie postulują powrotu do tradycyjnych wartości - daleko im od Ewangelicznego "Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa"[4] - często promuje obnażające wizerunki kobiety, jak i ich wizerunek, nie krytykuje też hedonistycznego stylu życia przedstawionego w dziełach kulturowych, tak by może sięgnęli po inspirujące filmy o świętych - co pokazuje, że cała ta wojenka niesie się już w imieniu hedonistycznej wartości konsumpcji dla danych grup odbiorców- "prawicowcy" nie walczą o wartość (bo nią jest przyjemność z konsumpcji), a o treść towaru, treść estetyczną, która ma dać im większą przyjemność.
Oczywiście nie każdy konserwatysta konserwuje trendy kulturalne lat sprzed inkluzywności - są i tacy, którym faktycznie zależy na tradycyjnych wartościach, powściągliwości w zmysłach, w stopniowym odrywaniu umysłu od wielości pragnień, żądz, awersji. O tworzeniu wspólnot, które faktycznie odrywałyby się od hedonistycznej konsumpcji widząc w niej niebezpieczeństwo dla ducha - z ludźmi, którzy robią to szczerze, których konserwatyzm nie jest szerzeniem pustej nienawiści do grup, a potem po odhaczeniu faryzyrejskiego "Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik"[5] wracającym do hedonizmu - uczestniczący w postawach które krytykują (w obrębie wartości hedonistycznej - jest po prostu na inny obiekt nakierowana). Ze szczerymi konserwatystami, tradycjonalistami może istnieć dialog między ruchem komunistycznym bo oba ruchy mogą mieć wspólny cel jakim byłoby zniesienie kapitalizmu, stworzenie systemu bez jego bolączek. Były już szerokie ruchy religijne odwołujące się nieco do ruchów lewicowych - jak teologia wyzwolenia w której w jakiejś formie myśl Karola Marksa była obecna. Formy takiej współpracy jednak nie będą dalej rozważane w artykule.
W ten teatr wchodzą politycy, media, youtuberzy - polityka oparta na spektaklu, a nie problemach ludzi. Ale jak może być inaczej? Jeśli w demokracji liberalnej polityk jest wyalienowany od osób, które na niego głosowały - siedzi daleko w parlamencie, jego miejsce na liście zależy od interesów partyjnych, a nie danej społeczności, która artykułuje jakąś potrzebę. Partia systematycznie bada nastroje ludzi, próbuje się w nie strzelić, podtrzymać - i to jest celem kampanii wyborczej. Polityk traktuje wyborców jako konsumentów, a nie osoby, które ma reprezentować.
Social media znacznie pogarszają sprawę. Użytkownicy są karmieni krótkimi treściami, wchodzą w krótkie dyskusje, które nie pozwalają odpowiedniego zrozumienia się nawzajem - bo to potrzeba czasu. Aplikacje takie jak twitter pozwalają tylko na małą liczbę znaków, a jeśli pozwalają na większe to giną w ciągłości scrollowania. Nawet i faktyczna dyskusja nie jest celem, a konsumpcja treści politycznych przez jałową kłótnię. Wszystko pięknie tylko nic z tego nie wynika, oprócz formy konsumpcji opartej na tworzeniu tożsamości. Ale czy może być inaczej? Rozmowa o potrzebach wymaga wzajemnej znajomości siebie i ich wyartykuowania, a gdy rozmawiają ze sobą dwa anonimy - widzą tylko "odznaki ideologiczne" i traktują ideologie w oderwaniu od potrzeb.
W social mediach liczy się uwaga - bo to ona decyduje o tym ile reklam się nam wyświetli i zyskowności firm posiadających social media. A jak się przykuwa uwagę? Emocjami. Stąd też nie chodzi o jakąkolwiek rzetelność w mediach - a o wzbudzanie emocji, click-baity. A różni internetowi twórcy też na tym budują "swoją politykę" - na ciągłym wzbudzaniu emocji, głównie negatywnych - bo są w systemie, którym to przynosi im zysk. A ludzie tym karmieni traktują jako realną politykę. Bo w końcu jak to napisał Debord:
"Spektakl, pojmowany jako całość, jest równocześnie rezultatem i celem istniejącego sposobu produkcji. Nie jest dopełnieniem realnego świata, jego dekoracyjną oprawą, ale samym rdzeniem nierealności realnego społeczeństwa"[6]
W obecnym środowisku społecznym ideologie są całkowicie oderwane od potrzeb - tym jest właśnie zjawisko ryneczku idei w którym idee służą do konsumpcyjnej zabawy, są formą tożsamości konsumpcyjnej - która od innych form tożsamości różni się krótkotrwałością i brakiem długoterminowych brakiem zobowiązań. Oczywiście celem nie jest zakopanie się w danym światopoglądzie - ale celem posiadania światopoglądu jest to czy jest prawdziwy, jakie potrzeby spełnia itd. a w gąszczu memów, wyśmiewających filmików ciężko ujrzeć to pytanie o prawdę. Raczej staje się to konsumpcją, czymś co w wyalienowanym świecie ma dać poczucie należenia do "fajnej grupki" w przeciwieństwie do "niefajnych grupek".
Nawet "tożsamości buntownicze" są stricte wpisane w logikę rynku - pozbawione swojego wywrotowego charakteru, ujednolicone w formie.
To wszystko stawia pytanie - czy istnieją alternatywy?
Demokracja rad
W marksizmie jest szeroka tradycja odwołania się do rad robotniczych - nie jest to nic dziwnego. Taka rada reprezentowałaby daną grupę ludzi, która miałaby cel zaprezentować swój interes (jak np. pracownicy danego zakładu) - w oderwaniu od głosowania na partię, które zajmują się wszystkim i reprezentują "lud" - który staje się pojęciem całkowicie niejasnym. Karol Marks oceniając system Komuny Paryskiej również ją chwalił:
"Zamiast raz na trzy lub sześć lat rozstrzygać, który z członków klasy panującej ma reprezentować i uciskać lud w parlamencie, powszechne prawo głosowania miało służyć ludowi, zorganizowanemu w komuny, w taki sam sposób, jak dzisiaj każdemu pracodawcy służy indywidualne prawo głosu przy wyborze do swego przedsiębiorstwa robotników, nadzorców i buchalterów. I wiemy dobrze, że społeczeństwa potrafią nie gorzej niż jednostki znajdować odpowiednich do danej pracy ludzi, a w razie, jeżeli się niekiedy mylą, potrafią szybko naprawić swój błąd. Z drugiej strony atoli sam duch Komuny z góry wykluczał zastąpienie powszechnego prawa głosowania hierarchiczną inwestyturą"[7]
Pełna kontrola nad delegatem - zamiast wybierania na X lat i brak jakiegokolwiek wpływu na politykę. Polityk wybrany na nieodwołalną kadencję potem może szerzyć demagogię wśród wyborców, wcelowując się na kolejny cykl wyborczy w określone wyalienowane nastroje jak to robił poprzednio.W demokracji liberalnej polityk to nie reprezentant, a sprzedawca pewnego obrazu.
Oczywiście nie wiem jak szczegółowo taki system by wyglądał - pytaniem pozostaje co z reprezentacją innych form ludzkiej tożsamości i idącymi za nią potrzebami - religijnej, quuerowej itd. - najprostszą odpowiedzią byłoby to, że te kwestie zostałyby oddane określonym lokalnym społecznościom - może nie potrzebujemy globalnych jednakowych praw i powinniśmy zostawić je ludziom na podstawie wolnych zrzeszeń? Tak jakby to powiedział Fryderyk Engels:
"Ingerencja władzy państwowej w stosunki społeczne staje się zbyteczna w jednej dziedzinie po drugiej i ustaje sama przez się. Na miejsce rządzenia ludźmi przychodzi zarządzanie rzeczami i kierowanie procesami produkcji"[8]
Oczywiście nie chcę tu pisać o tym jak ta forma obumierania państwa ma wyglądać - daje jedynie jako przykład, że nie jest konieczne zajmowanie się wszystkim przez górne warstwy organów społecznych - bo w praktyce po co państwo ma określać np. liczbę płci? W demokracji liberalnej Donald Trump określił dokument o 2 płciach dla swoich wyborców - by wpasować się w te nastroje ale jeśli się zastanowimy kto takiego projektu potrzebuje - oprócz polityków by służyła im do mobilizacji politycznej i przyklaskiwania, że "nasi" wygrywają bo część osób straciła możliwość aby mieć "X" w markerze płci. To odgórna władza i jej potrzeby dyktują aby określać danego obywatela w bazie danych ,a nie oddolnie zorganizowani ludzie.
Prawdziwa polityka to nie wojenki kulturowe, nie memy - konieczne jest skupienie na tym, co istotne dla bytu materialnego - działanie poza konsumpcyjnymi formami politycznymi w obecnej debacie. Jako lewica antykapitalistyczna powinniśmy siebie pytać "co robić" by wypracować społeczny podmiot, który by wyszedł poza kapitalizm.
- emanotoch
***
[1] materiał wideo na platformie Youtube z wydarzenia https://www.youtube.com/watch?v=vmSpyRNXtXo (dostęp 25.11.2025)
[2] - książka w j. angielskim dostępna pod adresem: https://www.marxists.org/archive/kautsky/1918/dictprole/index.htm (dostęp 25.11.2025)
[3] - Karl Kautsky "The Dictatorship of the Proletariat" rodział 4
Quite differently does democracy affect the proletariat, when it ham only a few hours a day at its disposal under present-day conditions. Democracy develops mass organisations involving immense administrative work; it calls on the citizen to discuss and solve numerous questions of the day, often of the most trivial kind. The whole of the free time of the proletariat is more and more taken up with petty details, and its attention occupied by passing events. The mind is contracted within a narrow circle
[4] Ewangelia wg św. Mateusza rozdział 5, werset 28 w przekładzie Biblii Tysiąclecia, cytat zaczerpnięty ze strony https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=248 (dostęp 25.11.2025)
[5] Ewangelia wg św. Łukasza rozdział 18, werset 11 w przekładzie Biblii Tysiąclecia, cytat zaczerpnięty ze strony https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=333
[6] Karol Marks "Wojna domowa we Francji", rodział 5 https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1871/wdwf/05.htm
[7] Antyduhring, dział 3, podrozdział 3 https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1876/anty_dur/03.htm (dostęp: 25.11.2025)
[8] Guy Debord "Społeczeństwo spektaklu oraz rozważania o społeczeństwie spektaklu", teza 6 z rozdziału I
Komentarze
Prześlij komentarz