Może być trochę spoilerów ale nie tak dużo.
Na serwisach streamingowych pojawiły się pierwsze odcinki ostatniego sezonu serialu Stranger Things, który przez 9 ostatnich lat funkcjonował jako maskotka Netflixa będąc jednym z pierwszych oryginalnych seriali wyprodukowanych przez tę firmę.
Mimo tego, 9 lat w prawdziwości oznacza 4 lata w serialu. Widać to zwłaszcza po młodych aktorach, którzy nie wyglądają na nastolatków jakimi są wedle fabuły serialu. Będąc szczerym nie jest to przypadek tylko tego serialu - jest to częsty zabieg aby wykorzystywać dorosłego aktora w wieku 20-30 lat aby grał licealistę - w oczywisty sposób pozwala to na szersze możliwości, jednak w serialu w którym w pierwszym sezonie aktorzy byli mniej więcej w wieku odgrywanych postaci ta dysproporcja staje się bardzo zauważalna.
Serial mający miejsce w latach 80. próbuje znów zbić pieniądze na fali nostalgii za tamtymi latami. Mamy chłopca Dereka grającego na konsoli NES w Ghosts ‘n Goblins (swoją drogą pokazali wersję na Arcade), prowadzenie tradycyjnego radia przez Nancy i Steve'a z używaniem ręcznych rekwizytów do tworzenia dżingieli. Siłą rzeczy trzeba powiedzieć, że takie przedstawienie "lat minionych" nigdy nie jest przedstawieniem lat minionych - jest ich wyobrażoną wersją z odpowiednimi przebraniami. Nie wykazuje m.in. cięć świadczeń socjalnych przez administrację Ronalda Reagana, zmian na rynku pracy i innych negatywnych aspektów tamtych lat - jest raczej laurką za czasami gdzie wszystko było jakieś prostrze - lecz w swej istocie nie było. Nostalgia to pułapka o czym wiedziała buddyjska mniszka Tissa dostająca pouczenie aby nie tęsknić za minionymi chwilami[1].
Jednak nawet ta nostalgiczna klisza się nie udaje - czas w serialu biegnie zbyt szybko nie dając poczuć atmosfery "starych dobrych czasów" - raczej mamy do czynienia z krótkimi przerywnikami aniżeli faktycznym wczuciem się. Brakuje rzeczy kiedy się nic nie dzieje albo się dzieje wolniej. Wszystko musi się ułożyć w przyczowo-skutkowąi służy całość, która służy głównemu wątkowi. Jak mam się poczuć nostalgicznie widząc wspólne rodzinne śniadanie gdy trwa ono dosłownie chwilę. Aż można zatęsknić za oglądaniem My Little Pony Friendship is Magic gdzie były dekady kiedy nic się nie działo[2], a główne bohaterki uczyły się po prostu przyjaźni - co pozwalało na zżycie się z bohaterkami i poznanie ich z brakiem pośpiechu, który był przerywany przez epizody, które stanowiły znaczne niebezpieczeństo, bądź zmieniały świat przedstawiony w znaczący sposób.
Z podobnym problemem mierzył się ostatnio przeze mnie analizowany w kontekście rewolucji i reformy Hazbin Hotel - tam również wszystko dzieje się "za szybko" i brak oddechu między ważnymi scenami przez co nie można odczuć, że są one ważne. Przykładowo serial Helluva Boss pisany przez tą samą osobę wydaje się, że nieco potrafi to robić - między ważnymi odcinkami pojawiają się odcinki przedstawiające zmagania z różnych misji - które były najzwyczajniej sposobem w jaki bohaterowie zarabiali na życie - co daje odetchnąć i przygotować się na kolejną ważną akcję.
Niestety kapitalizm nauczył się, że bardziej opłaca mu się tworzyć krótsze historie z ciągłym contentem aby nie zanudzić publiczności i mieć wyższe notowania przez nieodwracanie uwagi. A także i takie historie tworzy się szybciej - na odcinek w którym nic by się nie działo ważnego w kontekście głównej fabuły potrzeba więcej czasu i więcej kreatywności. Większego rozpisania postaci, wejścia w ich głębszą charakterystykę.
Niestety także i publiczność może się tego domagać - w świecie który bazuje na zasadzie produktywności nawet czas wolny staje się oceniany przez jej pryzmat - czas spędzony na oglądaniu jak bohaterowie nie robią "nic ważnego", a rozwijają swoją relację, uczą się czegoś, bawią się - staje się czasem zbędnym, a nawet i pomijanym. W czasach kiedy oglądanie stało się pracą zapoznawania się z treściami na akord nie jest to pożądane - a szkoda.
Skutkiem tego wydaje się, że bohaterowie w istocie nie żyją - są wydmuszkami różnych archetypów reprodukowanymi wciąż na nowo nie mając w sobie głębi - mamy poznać szybko kim są, a kim nie są przez stereotypowe symbole, które nie są rozwijane szerzej.
Oczywiście na gruncie Stranger Things można to spróbować w jakiś sposób obronić - wojsko namierza Jedenastkę, a jednocześnie trzeba pracować z prawdziwym wrogiem jakim jest Vecna - problem w tym, że serial wydaje się być w tym miejscu niekonsekwetny - sezon 4. miał miejsce w fabule serialu rok temu - co się działa przez ten rok? Zakończył się widowiskową chmurą zwiastującą narastające niebezpieczeństwo. Co robili bohaterowie, jak Jedenastka się ukrywała, jak omijali wojsko i jak się komunikowali - nie zostaje to pokazane w serialu - mamy jedynie małe zbytki obrazów jej treningu.
Oczywiście w serialu mamy nieco pobocznych wątków - pojawia się m.in. konflikt Dustina o Hellfire club - ale ciężko nie odnieść wrażenia, że służy on głównie temu aby Dustin pojawił się później znaleziony przez Steve'a. I to jest chyba główny problem Stranger Things - świat wydaje się nie istnieć poza podporządkowaniem głównemu wątkowi z Vecną.
W tym sezonie - zresztą jak w poprzednich znowu czuć, że główna obsada ma plot armor i nic nie jest w stanie ich zabić. Żołnierze padają jeden po drugim od demagorgonów - bohaterowie potrafią bez uszczerbka na zdrowiu walczyć z tym potworem zwykłą siekierą. Oczywiście pisanie serialu w którym obsada jeden po drugim umiera trochę mija się z celem ale dobra śmierć również potrafi być ciekawa. Przynajmniej w tym sezonie nie mamy wprowadzanych postaci, których zadaniem jest towarzyszyć bohaterom tylko po to aby umrzeć - jak było to np. z Eddie'm w sezonie czwartym. Przez tę decyzję artystyczną te śmierci wyglądały sztucznie i było czuć, że są traktowane jako coś do odhaczenia aniżeli coś, co przytrafia się w kontaktach z zagrożeniem życia.
Pojawia się także wątek orientacji seksualnej Willa obejmujący m.in. jego rozmowy z Nancy o homoseksualności. Lata 80. gdzie homoseksualność dopiero co niedawno została wykreślona z listy chorób wydają się być dobrym czasem aby eksplorować temat poznawania homoseksualności i budowania nietypowej relacji odbiegającej od zwyczajowej heteronormy. Wątek był prowadzony dosyć stopniowo - od braku zainteresowania wchodzeniem w związki z dziewczynami kontrastującym z silnym zainteresowaniem grą w DND w sezonie 3. po widocznym crushu na Mike'a w sezonie 4. aż po lekcjach zawierania relacji homoseksualnej przez patrzenie na subtelne znaki, które dała mu Nancy w sezonie 5. Na pewno zostanie to rozwinięte bardziej - zobaczymy w jaką stronę bo mimo względnej ciekawości wydaje się, że znów mamy do czynienia z prostą laurką - bo nie da się mówić prawdy o homoseksualności w latach 80. bez wspominania epidemii AIDS i związanymi z tymi atakami na osoby homoseksualne. Ten wątek wydaje się nie istnieć a mógłby być ciekawy jak osoba odkrywająca swoją homoseksualność reagowałaby na możliwość zarażenia wirusem HIV. Bo póki co mamy odhaczenie dumy z bycia kim się jest, co z kolei stanowi element zbudowania wiary w siebie przez co Will odkrywa do czego jest zdolny.
Wydaje się, że głównie narzekam ale w gruncie rzeczy bawiłem się nienajgorzej. Emocjonalnie czuję się dobrze ale gdy poddaje treść wnikliwej refleksji - widzę ciągle istotne wady przez które ciężko mi obronić serial na płaszczyźnie rozumowej. Może i ja także wpadłem w pułapkę nostalgii? W końcu poprzednie sezony serialu zacząłem oglądać całkowicie w innym momencie w moim życiu gdy wszystko było prostsze albo przynajmniej takie się wydaje z perspektywy czasu. Zresztą - jak na ironię serial również bazuje na nostalgii do samego siebie, sam początek zaczyna się wstawką z młodszym Willem uwięziony w Upside Down.
Aby powiedzieć jakiś pozytyw to powiem, że ujęcia są nakręcone całkiem dobrze, jak i efekty komputerowe również wyglądają na dopracowane.
-sljv
--
[1] "Tisso chwyć się Dhammy, nie trać ani chwili, ci którzy płaczą nad minionymi chwilami - przebywają w piekle" -cytat za Pieśni mniszek Pojedyncze strofy strona 23 wydawnictwa Uniwesytetu Jagiellońskiego, rok wydania 2022.
[2] - nawiązanie do zdania, które niegdyś miał powiedzieć Lenin "są dekady gdzie się nic nie dzieje, są dni w których wydarza się cała dekada"
Komentarze
Prześlij komentarz